Kolczyk

Periodycznie niczym okrążenia księżyca wokół ziemi zdarzają mi się mniej lub bardziej głupie pomysły. Tym razem był to kolczyk. Z racji tego, że do wszystkiego podchodzę jak pies do jeża, do tego tematu zabrałem się równie szybko. Podobało mi się, jak to wygląda na tyle bardzo, że postanowiłem spróbować. zachowałem jednak jedną z nielicznych moich zasad. Jeśli jakaś myśl, czy pomysł nie przestał mnie męczyć przez około dwa tygodnie, wtedy się na niego decydowałem. Tak też było i tym razem. Los tak chciał, że pozostało to w moim mózgu i pomysł dotrwał do etapu realizacji. Na początek nie chciałem przebijać sobie uszu, więc zdecydowałem się na wersje mniej inwazyjną. Była to srebrna nakładka na ucho. Trzymało się to cudeńko na zasadzie zacisku. Pomysł mocowania był o tyle nietrafiony, że po tygodniu zgubiłem pierwszą sztukę, a po 2 tygodniach miałem już na sumieniu trzecią. Nadszedł czas na odłożenie atrap na bok i kupno prawdziwego. Jakoś tak się jednak złożyło szczęśliwie, lub nie, że pomysł niedługo potem umarł śmiercią naturalną. Teraz jednak, kiedy przypomniałem sobie o tym powróciła myśl, żeby jednak coś w tym kierunku zrobić. Kto wie, może odłożę parę złotych i w końcu coś z tego będzie.

Dodaj komentarz